Koniec programu NaszEauto. Polacy wyczerpali budżet dużo wcześniej niż zakładano.
Dobra wiadomość: polska elektromobilność rośnie w siłę, bo program dopłat NaszEuato przyczynił się do rekordowego wzrostu ich sprzedaży w krótkim czasie. Zła wiadomość: właśnie się skończył. Co to oznacza dla osób kupujących auta elektryczne i dla rynku?
Szybko poszło! Drugi polski program dopłat do samochodów elektrycznych po "Mój elektryk" nie trwał nawet rok; zaczął się 3 lutego 2025 r., a teraz Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej potwierdza, że przekroczono już poziom 100 proc. budżetu alokowanego na ten projekt. Zatem co dalej?
Czym był program NaszEauto?
Program "NaszEauto” był jednym z kluczowych projektów rządu w strategii zrównoważonego rozwoju i ograniczania lokalnych źródeł CO2. Na jego realizację początkowo zarezerwowanoo środki z Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększania Odporności (KPO) o łącznej wartości ok. 1,6 miliarda złotych.
Z czasem suma ta została ograniczona do 1,18 mld zł. W podobnej okolicy czasowej (październik 2025) poszerzono tymczasem zakres pojazdów objętych wsparciem. Ostatecznie subwencje przewidywały:
- do 40 tys. zł dla aut osobowych,
- do 70 tys. zł dla pojazdów dostawczych (N1),
- do 600 tys. zł dla małych busów (M2).
Program miał być realizowany do 30 kwietnia 2026 r. lub do wyczerpania alokacji środków. Jeszcze na początku 2026 r. NFOŚiGW informował, że program cieszy się ogromnym zainteresowaniem. Do 7 stycznia złożono ponad 31,5 tys. wniosków o dopłaty na łączną kwotę ponad 991 mln zł, co stanowiło ponad 84 proc. pierwotnego budżetu programu.
Teraz już wiemy, że obowiązywać będzie wariant nr 2: wnioski, które wpłynęły do 27 stycznia 2026 r. do NFOŚiGW w Warszawie, przekraczają już 100 prooc. budżetu.
Co teraz z wnioskami do NaszEauto?
Najkrótsza odpowiedź brzmi: osoby składające wnioski obecnie nie mogą mieć pewności, iż otrzymają zwrot w postaci dopłaty do zakupionego auta elektrycznego.
Matematycznie mają jednak na to szansę. NFOŚiGW już wcześniej zapowiedzial, że nawet po wyczerpaniu budżetu nabór będzie kontynuowany. Dlaczego? Ponieważ obsługujący program chcą mieć pewność, że środki z KPO zostaną wykorzystane co do złotówki.
Oznacza to, że obecnie składane wnioski trafiają na listę rezerwową, na której wnioskodawcy będą liczyć, że ktoś przed nimi popełnił jakieś błędy formalne dyskwalifikujące go z szansy na dopłatę.
Powód może też być bardziej prozaiczny: wiele osób złożyło swoje wnioski kilkukrotnie. Na przykład w sytuacji, w której wiedzieli, że za poprzednim razem popełnili jakiś błąd, ale nie chcąc czekać na zwrot z urzędu, sami od razu się poprawili.
Jak widać - jakieś szanse na uzyskanie dopłaty jeszcze są, ale dotyczy ona już raczej osób, które teraz są na liście rezerwowej. Żeby na nią trafić, trzeba faktycznie mieć odebrany samochód z salonu.
Co dalej z samochodami elektrycznymi w Polsce?
Można się spodziewać, że w najbliższych tygodniach, czy nawet miesiącach, krzywa popytu się wypłaszczy, ale koniec programu z pewnością nie oznacza końca elektromobilności w Polsce.
Rynek samochodów elektrycznych rozwijał się w naszym kraju również w tych okresach, w których nie był wspierany żadnymi dopłatami. W minionym roku tymczasem rozwijała się nie tylko sprzedaż aut tego typu, ale i potrzebna im infrastruktura - z danych Polskiego Stowarzyszenia Nowej Mobilności wynika, że na koniec 2025 r. w naszym kraju działało 7363 punktów AC i 4399 punktów DC.
Można się więc spodziewać, że sprzedaż aut elektrycznych w 2026 r. w Polsce powróci do poziomu wyników z lat 2023 - 2024. Chyba że rząd pokusi się o kolejny program dopłat, do których wracają też teraz inne kraje Europy - choć o tym póki co nic nie słychać.
Dodaj komentarz
logowania się za każdym wejściem, musisz się zarejestrować lub zalogować.

